• Wpisów:5
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 16:48
  • Licznik odwiedzin:1 410 / 2230 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
` z perspektywy Zayna

Usłyszałem krzyk, jednak na sali nic się nie działo. Muzyka była spokojna, więc nie mogło mi się przesłyszeć.
Krzyk ucichnął. ' Może rozum płata mi figle. Poza tym jestem zmęczony ' -pomyślałem. Wyjąłem z kieszonki od marynarki papierosa oraz zapalniczkę i wyszedłem na zewnątrz.
Spojrzałem w gwiazd, z bólem przypominając sobie słowa, które wczoraj skierowała do mnie Perrie.
' Wybacz Zayn, jest ktoś inny ... ' - to jedno zdanie cały czas chodziło mi po głowie . I nadal bolały. Włożyłem papierosa do ust, zamknąłem oczy i rozkoszowałem się tą chwilą.

Znów usłyszałem krzyk. Tym razem było to raczej pojedyńcze piśnięcie. Zaraz po tym było słychać brutalne ' Zamknij się !' .
Wyrzuciłem papierosa z ust i poszedłem przed siebie.
Doznałem szoku.

` z perspektywy Phoebe

Nie potrafiłam się uwolnić. Próbowałam krzyczeć, ale zagroził, że jeżeli tak nie będzie to będzie jeszcze gorzej. Bił mnie po twarzy, łapał w miejsca intymne. Traciłam siły, krztusiłam się łzami.
Nie liczyłam na ratunek, chociaż zjawił się. Mężczyzna opadł na ziemię obok mnie.
Uciekaj – powiedział mój wybawca. Wstałam i biegłam najszybciej jak mogłam. Co jakiś czas odwracałam się za siebie i widziałam tylko chłopaka i mężczyznę obkładających się serią ciosów.

* * *

Schowałam się w toalecie. Usiadłam na podłodze, przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej i płakałam. Na nic innego nie miałam siły. Wystraszyłam się, gdy usłyszałam huk otwierających się drzwi, ale gdy tylko zauważyłam tego zdyszanego chłopaka, wiedziałam, że jestem bezpieczna. To on mnie uratował.
Nic ci nie jest ? - zapytał z przejęciem.
Ktoś przed chwilą chciał mnie zgwałcić i ty pytasz czy nic mi nie jest ... - schowałam głowę. Rozproszył mnie dotyk jego dłoni. Podniosłam głowę z powrotem.
Ty krwawisz ! - przejęłam się – Boże, to wszystko przeze mnie. Przepraszam cię.
Za co ty mnie dziewczyno przepraszasz ? - delikatnie się uśmiechnął, ukazując przy tym szereg swoich śnieżnobiałych zębów. - Za krwawiący nos ? Przestań, zagoi się . Lepiej mów co z tobą.
Już lepiej – zamilkłam, ale po milisekundzie znalazłam słowo które chciałam mu powiedzieć – Dziękuję – rzuciłam się ju na szyję.


* * *
Pomogłam opatrzyć mu krwawiący nos. Chłopak wydawał mi się dosyć znajomy. Jego kolor oczu, włosów i uśmiech mocno mi kogoś przypominały.
Czy my się już gdzieś nie spotkaliśmy ? - zapytałam, gdy do nosa przykładałam mu nawilżoną chusteczkę. Syknął z bólu.
Przepraszam – rzuciłam szybko.
Hmm .. - błądził myślami – może wpadliśmy na siebie gdzieś czy coś ?
Przypomniało mi się pewne zdarzenie przed tygodnia, gdy szłam do studia taty i wpadłam na tego.... gamonia.
Opowiedziałam mu to i faktycznie zaczął kojarzyć fakty.
Wyszliśmy z łazienki. Ja zajęłam się swoją pracą, a Zayn – bo tak ma na imię mój wybawiciel, poszedł się bawić w towarzystwie najbliższych. Co jakiś czas zerkałam w jego stronę. Raz wpadłam, bo zauważył, że na niego patrzę. Spaliłam buraka i przestałam spoglądać w jego stronę.

` z perspektywy Zayna

Phoebe wydawała się być bardzo miłą dziewczyną. Nie zwracała uwagi na to czym się zajmuję, ale na to jakim jestem człowiekiem.
Pewnie skłamałbym gdybym powiedział, że nie zaimponowała mi. Poza tym jest bardzo miła i chyba ją polubiłem.

Nie miałem chwilowo co robić, więc korzystając z okazji zaprosiłem Phoebe do tańca.
- Zatańczysz ? - zapytałem, nieco zdenerwowany. Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie i pokiwała głową z góry na dół. Chwyciłem jej dłoń i oboje powędrowaliśmy na parkiet.

* * *
Jestem, po długiej przerwie. Jak Wam się podoba ten rozdział ? ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
` z perspektywy Phoebe

Opuściłam salę wypchaną gośćmi, aby zaczerpnąć odrobiny świeżego powietrza. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał już godzinę dwudziestą trzecią trzynaście. Mrok już dawno ogarnął całą okolicę, a nawet dalej. Było ciemno, a dźwięki dochodziły jedynie z sali, w której odbywało się wesele.

Chwilę po tym zamiast chłodnego powiewu wiatru na swoim policzku poczułam ciepło. Wzdrygnęłam się.
Cześć piękna – mężczyzna odgarnął moje włosy na lewą stronę i zachłannie zaczął całować moją szyję. Wiedziałam, że muszę szybko zareagować, bo inaczej stanie mi się krzywda. Obróciłam się, więc na pięcie i wymierzyłam napastnikowi siarczysty policzek. Był pijany i upadł. Chciałam jak najszybciej stamtąd uciec, ale on złapał mnie za nogę. Upadłam. Mężczyzna położył się na mnie. Błądził ustami po mojej twarzy w poszukiwaniu moich ust. Wierciłam się, aby móc się uwolnić, jednak byłam bezsilna. Bałam się. Krzyczałam. Najbardziej na świecie, chciałam w tym momencie, aby ten koszmar się skończył.

~

Obudziłam się z krzykiem. Moje tętno było trzysta razy wyższe niż normalnie. Położyłam dłoń na czole.
- To tylko zły sen – szepnęłam i opadłam na łóżko. Chciałam wyrzucić z głowy ten sen, więc zaczęłam nowy dzień, starając się o nim nie myśleć.

*KILKA GODZIN PÓŹNIEJ*

Uroczystość zaślubin była przepiękna. Każdy z gości chdź w najmniejszym stopnui był wzruszony. Liam miał kilku świadków, trzech dokładnie : Nialla, Harry'ego i Louisa, a Danielle miał tylko jedną świadkową – Eleanor.
Może to dziwne, ale ich twarze były mi dość znajome. Imprezy ? Szkoła ? Telewizja ? Niee.. Starałam się nie zawracać sobie tym teraz głowy.

Wszyscy goście dobrze się bawili. Toasty, muzyka, tańce. Kochałam śluby za atmosferę na nich. Były pełne miłości.
Myślę, że Danielle i Liam podjęli właściwą decyzję pobierając się. Każdy ich ruch, gest, uśmiech i pocałunek świadczył o tym jak bardzo się kochają.
Boże, zaczęłam fantazjować o prwdziwej miłości. Żenada.

Opuściłam salę wypchaną gośćmi, aby zaczerpnąć odrobiny świeżego powietrza. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał już godzinę dwudziestą trzecią trzynaście. Mrok już dawno ogarnął całą okolicę, a nawet dalej. Było ciemno, a dźwięki dochodziły jedynie z sali, w której odbywało się wesele.

Chwilę po tym zamiast chłodnego powiewu wiatru na swoim policzku poczułam ciepło. Wzdrygnęłam się. Przypomniał mi się sen, który już za chwilę mógłby stać się rzeczywistością. Pragnęłam aby tak nie było. Zaczęłam się bać.
Cześć piękna – mężczyzna odgarnął moje włosy na lewą stronę i zachłannie zaczął całować moją szyję. Wiedziałam, że muszę szybko zareagować, bo inaczej stanie mi się krzywda. Obróciłam się, więc na pięcie i wymierzyłam napastnikowi siarczysty policzek. Był pijany i upadł. Chciałam jak najszybciej z tamtąd uciec, ale on złapał mnie za nogę. Upadłam. Męszczyzna położył się na mnie. Błądził ustami po mojej twarzy w poszukiwaniu moich ust. Wierciłam się, aby móc się uwolnić, jednank byłam bezsilna. Bałam się. Krzyczałam. Najbardziej na świecie, chciałam w tym momencie, aby ten koszmar się skończył. Co ja gadam. To nie był koszmar, z którego można było się obudzić. To była rzeczywistość .

~

W końcu coś. Tak się cieszę, że udało mi się chociaż tyle wymyślić. Podoba się Wam ? ; 3
  • awatar Nika.Styles♥: Boże ! I co dalej ? kto był napastnikiem ? Rozdział genialny nie spodziewałam się takiego obrotu spraw.. ! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Emm.. Dawno nie pisałam . Wybaczcie, ale opuściła mnie wena i nie mogę zebrać słów na napisanie kolejnego rozdziału. Każdego dnia modlę się, aby coś mnie oświeciło, ale nic.
Po tych trzech komentarzach, które zostawiliście pod pierwszym wpisem były bardzo miłe. Dziękuję . Nie wiecie jak wiele znaczą dla mnie te słowa, nawet jeśli to tylko trzy komentarze .
Dziękuję ; 3
 

 
` z perspektywy Phoebe

Siedziałam z nogami przyciągniętymi do klatki piersiowej i patrzyłam na spływające po szybie krople deszczu. Jak na początek lata, pogoda była straszna. Zimno, cały czas padało.
Chciałam jak najszybciej opuścić pojazd którym jechałam. Nie lubiłam autobusów. Zawsze jest tutaj tak tłoczno i tak też było tym razem.

Pozostał mi już tylko jeden przystanek, a stamtąd już tylko dosłownie dwa kroki do studia fotograficznego taty. Lubiłam tam przebywać. To miejsce było dla mnie drugim domem, a fotografia.. jak siostra. Po śmierci mamy, mój tato - Mark, wciągnął się w wir pracy, jednocześnie pokazując mi swój świat, który szybko stał się również moim.

Nareszcie ! Po trzydziestopięcio minutowej jeździe tym wypchanym po brzegi autobusem, mogłam wysiąść.
Szłam dość szybko, bo trochę się śpieszyłam. Zwiększyłam tempo gdy kropel deszczu zaczęło przybierać. Wtedy przestałam zwracać uwagę na ludzi, których mijam. Podniosłam głowę, aby określić odległość do studia taty. Spuściłam ją z powrotem i ze spuszczoną głową w dół, biegłam ile sił w nogach. Do czasu..
Czubkiem głowy odbiłam się od ramienia jakiegoś chłopaka, a następnie pupą wylądowałam w kałuży. Byłam wściekła.
- Ja.. Eee. noo... Prze.. prze. przepra..
- Dobra, daruj sobie.. Pomóż mi wstać, pożegnajmy się i nigdy już nie spotkajmy.
Chłopak podał mi rękę. Wstając, zwróciłam uwagę na jego kruczoczarne włosy i oryginalny kolor oczu, które wydawały mi się dość znajome.
- Dziękuję i do zobaczenia nigdy.. - burknęłam. Byłam cała mokra. Poszłam dalej, zostawiając chłopaka samego.

~

- Boże, Phoebe, jak ty wyglądasz ! Jesteś cała przemoczona ! Siadaj tutaj . - wskazał miejsce na sofie w swojej salce, w której zawsze przebywały piękne modelki - Clarie, przynieś filiżankę gorącej herbaty i czyste ubrania dla Phoebe. - oznajmił jednej ze swoich sekretarek. Clarie to sekretarka, którą lubiłam najbardziej. Inne były takie.. dziwne. Zrobiłyby wszystko dla podwyższenia swojej pensji, nawet jeśli łączy się to z władowaniem się mojemu ojcu do wyra, a Clarie ? Jest porządną kobietą. W cięższych dla mnie chwilach nawet można powiedzieć, że zastępowała mi matkę.
- Proszę - kobieta podała mi reklamówkę z czystymi ubraniami, a filiżankę z herbatą postawiła na stole.
- Dziękuję - szepnęłam. Clarie posłała mi promienny uśmiech. Szybko poszłam się przebrać, aby móc zamienić z nią jeszcze kilka zdań.
- Co tak właściwie się stało ? - spytała, gdy siadałam na sofie.
- Szłam do was i wpadłam na jakiegoś gamonia. - kobieta zaśmiała się - Siadaj - wskazałam jej miejsce koło siebie.
- Nie, muszę wracać do pracy, bo twój ojciec mnie zwolni.
Pożegnałam ją uśmiechem. Nie chciałam aby tato ją zwolnił, bo ona była dla mnie prawie jak rodzina. Lubiłam ją i mogłam jej zaufać.
Clarie wróciła do swojego gabinetu. Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej, okryłam się kocem, a następnie wzięłam do ręki filiżankę z jeszcze ciepłą herbatą i przyglądałam się tacie wykonującemu swoją pracę. Niby nic ciekawego, a jednak uwielbiałam to !
- Dziękuję Nicole, byłaś świetna - powiedział do swojej modelki, odkładając aparat. Wykorzystałam to, że Nicole poszła się przebrać i poszłam do taty, aby wymienić z nim kilka ważnych dla mnie zdań.
- Kiedy ja będę mogła robić zdjęcia ? - zapytałam z nutką oburzenia w głosie.
- Hmm.. - przejrzał papiery - Niedługo muszę zrealizować ważne zlecenie, a tego samego dnia mam spotkanie z naszym sponsorem - wiem, że to dziwne, ale ' tak ' , miał sponsora - Liczyłem na to, że to zlecenie weźmiesz ty .
- Z wielką chęcią ! Czym konkretnie mam się zająć ? - bardzo się ucieszyłam, bo nie dość, że robię to co kocham to nawet czasem Mark odpalał mi za to niezłą sumkę .
- Musisz upamiętnić ślub ... - ponownie zerknął do dokumentów - Hmm.. Liama Payne'a i Danielle Peazer .
Kojarzyłam nazwiska, ale kompletnie nie mogłam przypomnieć sobie skąd. Starałam sobie tym teraz nie zawracać głowy.
Lubiłam śluby, a to zlecenie wydawało się być banalnie proste.
- Nie ma problemu .

~

No to już jedyneczka za nami : 3 Tak jak mówiłam, nie jest to jakieś dzieło sztuki, ale coś wymyśliłam . : D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Phoebe Jones*
Wesoła, ambitna siedemnastolatka. Czasami jest wredna, ale tylko z jakiegoś poważnego powodu. Jej największą pasją jest fotografia. Miłość do niej odziedziczyła po swoim ojcu.

*One Direction*
Zwariowani chłopcy z nieco zwariowanego boysbandu.

~

Siema, siema ;d
To jest początek opowiadania o pewnej nastolatce, której największą pasją jest fotografia, która staje się jej największą pasją i pomocą w zdobyciu miłości życia.

Za chwilę pojawi się pierwszy wpis. Nie obiecuję, że będzie jakiś genialny, ale może komuś się spodoba : 3